Główna

Zdjęcia

Teksty

Poradnik

Guestbook

 
 

 

O Auckland

Auckland to największe miasto Nowej Zelandii, skupiające około jednej trzeciej ludności całego kraju. Jest też olbrzymie powierzchniowo - zajmuje 63 tysiące hektarów (w mieście jest tylko około 13,400 mieszkań, reszta to domki). Ta powierzchnia sprawia, że wielu mieszkających tu ludzi nie zna całego miasta i kojarzy tylko dzielnicę, w której mieszka, dzielnicę, w której pracuje i sąsiadujące dzielnice oraz te z jakiegoś powodu sławne, a słysząc nazwy innych nie wie, gdzie się one znajdują. Powiedzenie, że się mieszka w Auckland to bardzo ogólna informacja i podając adres zawsze się dopisuje dzielnicę.

Auckland jest znienawidzone przez resztę kraju, zwłaszcza przez mieszkańców Południowej Wyspy i słowo "znienawidzone" wcale nie jest za mocne. Warszawa czy też "warszawka" w Polsce powoduje znacznie mniej negatywnych emocji niż tutaj Auckland oraz człowiek zwany jafa, czyli Just Another Fucking Aucklander. W Auckland panuje bowiem wyścig szczurów i zatracają się tradycyjne kiwuskie wartości. (Nie wiem, co o tym sądzić, bo po mojemu, jeśli tu panuje wyścig szczurów, to cała reszta Nowej Zelandii musiałaby leżeć pod drzewem paląc trawę i cały dzień nic nie robiąc.)

Ponieważ transport publiczny niemal nie istnieje, każdego poranka na ulice wyjeżdża ponad pół miliona samochodów. Ludzie nie tylko jadą do pracy, ale i dowożą dzieci do szkoły, ponieważ odległości są takie, że dzieci chodzące do szkoły samodzielnie i piechotą to niemal nieznane zjawisko. Mimo dobrych, wielopasmowych dróg i przebiegającej przez miasto autostrady Auckland bywa zwykle zakorkowane w godzinach szczytu i mieszkanie w dzielnicy zbyt odległej od miejsca pracy może oznaczać poświęcanie godziny albo półtorej godziny dziennie na dojazd w jedną stronę. Wielu ludzi tak żyje, ponieważ duże skupisko firm, czyli miejsc pracy znajduje się w City, a ceny nieruchomości niezwykle rosną wraz z bliskością centrum. Na przykład czteropokojowy domek z ogródkiem w odległej o 75 minut jazdy w godzinach szczytu dzielnicy Papakura kosztuje między 290 a 400 tysięcy dolarów, a w dzielnicy Mt Eden odległej od CBD o 30 minut jazdy w godzinach szczytu jest to już 600-800 tysięcy. To, jak "dobra" jest dzielnica, jest silnie związane z odległością od centrum, choć niektóre z dzielnic bliskich centrum są bardziej luksusowe niż inne.

Istnieje dość silna segregacja społeczna związana z miejscem zamieszkania - większość dzielnic ma swoją opinię, swój charakter i związane z tym ceny nieruchomości. Na przykład Grey Lynn to dzielnica neo-hippisów, ludzi mediów oraz tradycyjne miejsce zamieszkania lesbijek (geje mieszkają w Ponsonby). Epsom to miejsce ustatkowanych rodzin z klasy średniej posiadających dzieci w wieku szkolnym, w tym wielu dobrze sytuowanych azjatyckich imigrantów doceniających wagę edukacji (w dzielnicy jest jedna z najlepszych szkół i ludzie kupują tam domy z tego powodu). Mangere to miejsce, gdzie sklepy na noc spuszczają żelazne kraty na okna i drzwi, a wiele domów jest zdewastowanych; ponad połowę mieszkańców stanowią tu ludzie z upośledzonej ekonomicznie grupy imigrantów z Wysp Pacyfiku. Henderson to spokojna dzielnica robotnicza, z wieloma mieszkańcami zasiedziałymi tu od pokoleń mimo dużego odsetka imigrantów. Jest też sławna Remuera, najbardziej luksusowa dzielnica snobistycznych milionerów. Dzielnic jest ponad dwieście i każda ma swój charakter; przyznanie się do miejsca zamieszkania jest zazwyczaj również pośrednim ujawnieniem swojej sytuacji finansowej oraz przynależności do określonego stylu życia czy wręcz "dzielnicowej subkultury". Przewodnik po nieruchomościach w Auckland proponuje na przykład żartobliwie ludziom chcącym wprowadzić się do Henderson zakup czarnych dżinsów.

Nieświadomość tego zróżnicowania powoduje czasem przykre przeżycia świeżych imigrantów, którzy szukają domu do wynajmu lub kupna kierując się głównie ceną i trafiają do jednej z dzielnic będących niemal slumsami. Życie w takim miejscu potrafi przesłonić pozytywne strony Nowej Zelandii i zaszokować rzeczami, których zazwyczaj pozytywnie nastawiony imigrant się nie spodziewał, na przykład przestępczością. O ile przy kupowaniu domu różnice cen są tak duże, że decyzja o posiadaniu własnego domu w gorszym miejscu zamiast płacenia za wynajem w lepszym może być sensowna, to w przypadku wynajmowania różnica stu czy dwustu dolarów nie jest warta narażania się na nieprzyjemności. Uniknęliśmy tego mając tu kontakt z dobrze poinformowanymi ludźmi już tu żyjącymi, ale widzieliśmy przypadki ludzi, którzy się w ten sposób mówiąc potocznie "nacięli" i dlatego serdecznie doradzam zorientowanie się w lokalnej specyfice przed wybraniem miejsca zamieszkania.

Informacje faktograficzne zawarte w tym tekście oraz opisy "stereotypowych" mieszkańców dzielnic zostały zaczerpnięte z przewodnika "Where to live in Auckland", Barbican Publishing 2006.