Dzieci w
Nowej Zelandii
Na początek
podstawowe fakty: żłobki i przedszkola są płatne
i prywatne. Państwo dopłaca, do pewnej granicy, do
każdej godziny wykupionej opieki rodzinom, które
się do tego kwalifikują ze względu na dochody, ale
kwota ta nie pokrywa całości kosztów opieki.
Szkoły są
zarówno państwowe, bezpłatne, jak i prywatne.
Szkoły państwowe są zrejonizowane i dostęp do
konkretnej szkoły zależy od miejsca zamieszkania. W
praktyce, ceny domów i wynajmu w rejonach
przypisanych do dobrych szkół bardzo rosną (ceny
domów po dwóch stronach tej samej ulicy potrafią
się różnić o kilkadziesiąt tysięcy dolarów,
jeśli jedna ze stron jest w rejonie dobrej szkoły)
i zapewnienie dziecku dobrej jakości wykształcenia
jest związane z wydatkiem - albo na miejsce
zamieszkania, albo na szkołę prywatną. Dodatkowo,
szkoły są finansowane przez państwo w zależności
od poziomu zamożności rejonu - bogatsze rejony
dostają mniej i składki na odpowiednik komitetu
rodzicielskiego w szkołach w dobrych dzielnicach są
wyższe. Nie oznacza to, że trzeba być bogatym -
rodziny średnio zarabiające mogą sobie pozwolić
na dostęp do dobrej szkoły, choćby przez wynajem,
ale dla osób biedniejszych niż średnia szkoła
może być problemem, nie tyle ze względu na sam
poziom (różnice nie są astronomiczne) ile ze
względu na negatywne zjawiska obecne w szkołach w
gorszych dzielnicach, w których jest większy
odsetek dzieci z rodzin patologicznych. Studia
wyższe są płatne, dostępne są kredyty na ten
cel.
Państwo daje ulgi
podatkowe na dzieci i "becikowe" przy
urodzeniu się dziecka, zależne od dochodu rodziny i
ilości dzieci, ale to, podobnie jak dopłaty do
żłobków i przedszkoli, jest tylko dla obywateli i
rezydentów, którzy mieszkają w Nowej Zelandii co
najmniej dwa lata (mogą być z przerwami) od czasu
uzyskania wizy rezydenckiej. (Podobna zasada dotyczy
większości pomocy socjalnych i Nowa Zelandia
zdecydowanie nie jest krajem, do którego można
przyjechać z zamiarem wykorzystania miejscowych
"benefitów", które zresztą mają dość
nisko ustawione progi dochodu i ludzie zarabiający
normalnie są z tego wyłączeni poza jakimiś
symbolicznymi kwotami).
Jeśli chodzi o
życie codzienne, Nowa Zelandia jest uważana przez
wielu za idealny kraj do wychowywania dzieci, dzięki
przyrodzie i możliwościom rekreacyjnym i sportowym,
przestrzeni i pozytywnemu nastawieniu społeczeństwa
do dzieci (jest wiele "przyjaznych
rodzinie" miejsc i imprez, branie dzieci ze
sobą do restauracji czy na inne rozrywki nie jest
problemem). Problem może wystąpić przy wynajmie,
jeśli para z dzieckiem lub dziećmi zechce wynająć
za małe (według kryteriów nowozelandzkich)
mieszkanie lub dom, na przykład prawie nikt nie
wynajmie kawalerki parze z małym dzieckiem,
ponieważ byłby to poważny przypadek przeludnienia
i zagęszczenia. Nowozelandzki standard to jedna
osoba na pokój plus jeden pokój, a więc rodzina
trzyosobowa powinna mieszkać w M-4.
Jeśli ktoś się martwi, jak dzieci sobie
poradzą w obcojęzycznym otoczeniu, to - w każdym
razie w przypadku dzieci do 9, 10 roku życia - nie
jest to problem; jest to początkowy wielki stres
(2-3 miesiące), po którym następuje szybkie
nauczenie się języka metodą naturalną (to
wszystko przy założeniu, że dziecko chodzi do
szkoły, w której rozmawia się po angielsku);
przeszłam to na sobie w Niemczech i muszę
powiedzieć, że danie dziecku możliwości nauczenia
się języka obcego poprzez "zanurzenie" w
wieku, w którym takich rzeczy człowiek się uczy
błyskawicznie jest wielkim darem, bo uczenie się
języka obcego później wymaga znacznie większego
wysiłku i dłuższego czasu, a znajomość języków
obcych jest w dzisiejszym świecie bardzo ważną i
otwierającą nowe możliwości umiejętnością.