Główna

Zdjęcia

Teksty

Poradnik

Guestbook

 
 

 

 

Nowa Zelandia - jedzenie

Jedzenie jest bardzo dobre. W sklepach w wielkim wyborze są owoce, które u nas w kraju były egzotyczne i drogie. Niektóre widzę pierwszy raz i nie wiem, co się z nimi robi. W wielkim wyborze są także ryby, z których najlepszy jest świeży, surowy łosoś.

Problem - jak na całym świecie poza Polską - jest z normalnym chlebem, czyli tym chlebem, który w Polsce uważamy za normalny - mam na myśli bochenki o dużej gęstości. Tu są albo "oszukane" bochenki nadmuchane tak, że więcej w nich powietrza niż chleba, albo krojone kwadratowe pieczywo bez smaku; coś bez nienaturalnych dodatków jest ciężko znaleźć, a jak już jest, to zwykle jest drogie i nadmiernie wyrafinowane, czyli z kilku zbóż, ze słonecznikiem i w różnych innych takich wersjach. Brak normalnego chleba to jedyny mój zarzut wobec tutejszej oferty żywnościowej.

Z powodu dużej ilości Azjatów można kupić masę importowanych z krajów azjatyckich produktów - większość z nich nie ma nawet napisów po angielsku, tylko hieroglify japońskie czy koreańskie, więc nie wiadomo, co to jest.

Plusem jest duża ilość półproduktów - coś, czego mi w Polsce zawsze brakowało. Gotowe dania do odgrzania w mikrofalówce to oczywiście standard w krajach rozwiniętych, ale mój prawdziwy entuzjazm wzbudziło gotowe ciasto na pierogi - powałkowane i powycinane w kółeczka. Kupuje się to (2$ za 60 kółeczek), pakuje w to nadzienie i lepi, omijając w ten sposób pracochłonny etap robienia pierogów. Korzystamy z tego i w weekend produkujemy hurtowo pierogi, które potem wkładamy do zamrażarki.

W kraju 40 milionów owiec jagnięcina, która w Polsce należała do drogich mięs, jest w cenie zbliżonej do mięsa kurczaków. Uwrażliwienie tutejszej ludności na krzywdę zwierząt wprowadziło na rynek produkty mięsne ze zwierząt, które za życia wolno sobie biegały po polu, a nie były hodowane w warunkach przemysłowych, w ścisku i bezruchu. Takie mięso jest oznaczone, oczywiście trochę droższe - ale bardzo smaczne.

Wybór produktów w sklepach jest bardzo duży i Auckland swoimi hipermarketami spożywczymi nie ustępuje takim miastom jak Monachium czy Londyn. Jest to duży plus w porównaniu do Polski, gdzie większość hipermarketów zapełnia półki produktami jak najtańszymi i różnych rzeczy trzeba szukać w wyspecjalizowanych mniejszych sklepach.

Wino zasługuje na osobny artykuł i taki się pojawi, tu tylko zasygnalizuję naszą wielką radość z zakresu oferty i stosunku jakości do ceny. Wina tej klasy, po jakie we Wrocławiu trzeba było jechać do jednego z kilku specjalistycznych sklepów winiarskich stoją tu na półkach małych osiedlowych sklepików na rogu w zadowalającym wyborze. Pod Auckland są winnice, do których można pojechać i kupić na miejscu wina wybierając je na podstawie degustacji.