O communication skills
Jedno ze słów kluczowych, które często
spotkacie w NZ, zwłaszcza w ogłoszeniach o pracę,
to "communication skills", czyli
umiejętność porozumiewania się. Chodzi tu nie
tylko o umiejętność zrozumienia kiwuskiego
akcentu, ale i o styl porozumiewania się, który
czyni Cię dla Kiwiego kimś nie-obcym, kimś, z kim
się miło rozmawia. W ramach jednego z kursów dla
imigrantów miałam nawet wyłożone w punktach
różnice między komunikacją międzyludzką
kiwuską a nie-kiwuską.
Z tych podstawowych różnic jedna to poziom
bezpośredniości. "Ile zarabiasz?"(*);
"Ale jesteś duża, ile ważysz?"; "Z
jakiego powodu musiałeś pójść do lekarza?"
Kiwi nie mają oporów w zadawaniu pytań, które
wiele innych kultur uważa za bezceremonialne,
naruszające prywatność i niegrzeczne. Nie mają
też oporów w odpowiadaniu na nie. Bezpośredniość
ta została być może zapożyczona od Maorysów,
którzy też są bezpośredni, ale u jej podłoża
leży jedna z cech Kiwi-społeczeństwa: jawność,
akceptacja i samozadowolenie. Zarabiasz dużo albo
mało, jesteś stary albo młody, gruba albo
szczupła, cokolwiek - whatever, inne słowo, które
często będziesz słyszeć; żadna z tych rzeczy nie
jest wstydliwa, nie czyni cię gorszym w oczach
innych. Te ingerujące w prywatność pytania nie
obnażają tu człowieka w sposób prowadzący do
zakłopotania, bo nie ma powodu do zakłopotania.
Jesteś, kim jesteś i jest to ok.
Drugą ważną rzeczą jest równość. Kiwi
uważają się za społeczeństwo bezklasowe. Nie
oznacza to braku różnic majątkowych czy innych -
ludność NZ jest niesamowicie zróżnicowana pod
względem rzeczy, które w pozostałej części
świata wyznaczają pozycję społeczną.
Bezklasowość zawiera się w podejściu: każdego
traktuje się z takim samym szacunkiem. Zadzieranie
nosa, pokazywanie, że uważasz się za lepszego od
innych jest obrazą. Nawiasem mówiąc, pokazywanie,
że uważasz kogoś za lepszego od siebie też może
spowodować negatywne reakcje. Kiwi nauczyciele,
którzy nie przeszli odpowiedniego treningu
międzykulturowego, potrafią dostawać szału (a
potem depresji) gdy mają do czynienia z azjatyckimi
uczniami pochodzącymi z kultury, w której
nauczycielowi okazuje się wielki szacunek i nie do
pomyślenia jest traktowanie go po partnersku.
Wracając do jawności, opowiedział mi ktoś, jak
to było w Dawnych Dobrych Czasach. Otóż
większość sieci telefonicznej NZ jeszcze w latach
70-tych była typu "party line", czyli z
żywym operatorem łączącym rozmowy. Dzwoniło się
i mówiło się "cześć June, możesz mnie
połączyć z Jane?" (było tak mało ludzi, że
wszyscy znali się po imionach), a June mogła
odpowiedzieć "cześć, Jane właśnie rozmawia
ze Stevem, mam cię dołączyć do rozmowy?"
"A o czym rozmawiają?" Operatorka
oczywiście wiedziała, o czym rozmawiają. We
wspomnianej w innym artykule powieści "The Bone
People", której akcja dzieje się właśnie w
tych Dawnych Dobrych Czasach, rozmowy łączone przez
operatora i wiedza, jaką dzięki temu miała cała
społeczność na temat tego, co się u kogo dzieje
pełniły momentami ważną rolę. Tak było pewnie i
w rzeczywistości.
(*) To pytanie w formie dosłownej pada raczej
wyłącznie w grupach bliskich "mates" nie
pracujących w tej samej firmie, ale zadawane jest
powszechnie w postaci pytania o zawód/stanowisko.
Pensje w NZ są dość sztywno przypisane do
stanowisk i powszechnie znane ze względu na obyczaj
podawania zarobków w ogłoszeniach, duże różnice
występują tylko na wyższych stanowiskach, podanie
których oznacza "jestem bogaty". O zawód
pytano się mnie setki razy w sytuacjach, gdy w
Polsce by to nikogo nie interesowało - nawet w radiu
pytają o to czasami dzwoniących do audycji
słuchaczy, którzy zadzwonili wypowiedzieć się na
zupełnie nie związany z życiem zawodowym temat.