O kiwi-kotach
Jest to kraj kotów. Jest
ich tu mnóstwo. Przypuszczam, że ponad jeden na
gospodarstwo domowe.
Tutejsze koty to nie domowe
maskotki; żyją w dość dużej niezależności od
ludzi, to znaczy łażą swobodnie po najbliższym
terenie (czyli najbliższych ogródkach) i wracają
do swojego domu jeść, spać i odpocząć, a swój
dom wybierają sobie same.
Koty się tu nieczęsto
kupuje czy bierze małe od kogoś jadąc po nie
specjalnie. Kot przychodzi sam i wybiera sobie dom.
Kiedy kot sobie wybierze dom, to uparcie wywiera
wpływ na mieszkańców, aby to przyjęli do
wiadomości. Słyszałam historię kota tak upartego
na określony dom, że codziennie rano odprowadzał
właścicieli (którzy jeszcze go nie wpuszczali do
środka) z domu do pracy.
Bywają koty dzielone
między sąsiadów - spędzające trochę czasu tu,
trochę tam, jedzące w jednym i drugim miejscu. Kot
może samodzielnie podjąć decyzję o przeprowadzce
do sąsiada, jeśli mu się tam bardziej spodoba i
starych właścicieli co jakiś czas odwiedzać.
Popularnym sposobem
okazywania lojalności i oddania właścicielowi jest
przynoszenie mu w prezencie upolowanej zwierzyny, bo
koty tu mają na co polować i polują.
Kotka w Glendene, gdzie mieszkaliśmy pierwszy
miesiąc, siadała koło nawet pełnej miski jedzenia
i miauczała, aż ktoś nie przyszedł i nie dosypał
jej z ręki do miski choćby symbolicznej ilości
karmy. Chciała być obsłużona.
Niektórzy sobie przylepiają na samochodach
nalepkę "Dogs have owners, cats have
staff" - "psy mają właścicieli, koty
mają obsługę".