O tym, jak
nie jechać do NZ
Z listów, jakie piszą ludzie, wynika, że trzeba
wyraźnie wytłumaczyć kilka rzeczy.
Do Nowej Zelandii nie jedzie się dla kasy.
Wszyscy, dla których jest to główny motyw wyjazdu,
powinni się głęboko zastanowić. Nowa Zelandia,
choć znacznie bogatsza od Polski, jest krajem
biedniejszym niż USA i kraje Europy Zachodniej i nie
nadaje się do wyjazdu dla szybkiego oszczędzenia
pieniędzy do późniejszego wydania w Polsce - w
każdym razie ten cel można znacznie efektywniej
osiągnąć wyjeżdżając do tamtych krajów.
Podstawowym uzasadnionym powodem wyjazdu do NZ jest
lifestyle i z tego powodu przyjeżdżają tu ludzie z
bogatszych państw: dla wolniejszego tempa życia,
tutejszej mentalności, pięknej przyrody i
doskonałych możliwości uprawiania sportu i
rekreacji. Jeśli te rzeczy nie są dla kogoś ważne
na tyle, żeby stanowić jeden z głównych
elementów zadowolenia z życia, to niech sobie
wybierze inny kraj.
Druga sprawa: niziutkie bezrobocie i problemy z
brakiem siły roboczej nie oznaczają, że tutejszy
rynek pracy z otwartymi ramionami przyjmie kogoś,
kto nie ma poszukiwanych kwalifikacji i/lub nie zna
angielskiego, a do tego nie ma prawa do legalnej
pracy. Jeśli ktoś myśli o wyjeździe do NZ w
takich kategoriach, jak wielu ludzi traktuje wyjazd
na Wyspy Brytyjskie - "znajdę łatwo jakąś
prostą pracę przy sprzątaniu, w magazynie
itd." - to się myli. Ludziom nie będącym
rezydentami ani nie mającym innego rodzaju prawa do
pracy w NZ znaleźć taką pracę będzie dość
trudno, ponieważ NZ ma stały dopływ uchodźców i
rodzin skilled migrants oraz zagranicznych
studentów, którzy mają prawo do pracy. Pracodawcy
nie będzie się chciało załatwiać formalności
związanych z uzyskaniem pozwolenia, gdy ma innych
równie dobrych kandydatów mających już prawo do
pracy. Jechanie na wakacje z zamiarem znalezienia
pracy i zostania to akcja, którą z czystym
sumieniem mogę polecić właściwie tylko
doświadczonym programistom - jest na nich duży
popyt i pracodawcy są skłonni przejść przez
biurokrację - oraz ludziom, którzy przepracowali
kilka lat na jakimś merytorycznym stanowisku w kraju
anglojęzycznym. Wszyscy inni niech zdobędą wizę
rezydenta albo przynajmniej nie palą za sobą
mostów, jeśli przyjeżdżają na wakacje z zamiarem
zostania.
Po trzecie: jeśli zamieszkasz w złej dzielnicy,
co jest zwykle równoznaczne z tanią, to mogą ci
ukraść samochód, ulica będzie zaśmiecona,
szkoła będzie miała rozpaczliwie niski poziom i
ludzie, z którymi będziesz się stykać, wywołają
w tobie najprawdopodobniej złą opinię o całym
kiwustwie, ewentualnie o grupie narodowościowej, z
której się wywodzą. Bez rozsądnej ilości
pieniędzy na życie i rozrywkę trudno korzystać z
dobrych stron NZ i przyjeżdżanie tu, żeby
pracować za tutejszą średnią krajową lub mniej
to nieporozumienie, chyba że ktoś bardzo, ale to
bardzo kocha surfing, przyrodę i inne sposoby
spędzania wolnego czasu, które się przyjemnie
uprawia w NZ. Przyjazd tu na stałe to dobry wybór
dla specjalistów i przedsiębiorców, którzy są w
stanie zarabiać lepiej niż przeciętny tubylec.
Dostaję czasem listy od ludzi, którzy chcą tu
przyjechać mając tylko podstawowy angielski,
nastawiając się na znalezienie niewykwalifikowanej
pracy i nie mających innej wizy niż turystyczna.
Zwykle nie mam siły im indywidualnie tłumaczyć,
że to się źle skończy, więc piszę to tutaj.
W Księdze Gości i na innych stronach czy forach
można spotkać wypowiedzi zawiedzionych imigrantów,
rozgoryczonych i wręcz nienawidzących NZ i
oburzających się na pozytywne rzeczy, które
piszę. Rzecz w tym, że większość z nich to
ludzie, którzy przyjechali "jako
turyści", z niewłaściwymi oczekiwaniami i
którym się nie spełniły ich oczekiwania natury
materialnej. Znam masę imigrantów, z biedniejszych
i bogatszych krajów, którzy siedzą tu już latami
i wszystkim bez wyjątku się podoba (ci, którym
się nie podobało, wyjechali po prostu gdzieś
indziej), ale to ci imigranci, którym się tu
powiodło.
Napalonym na wyjazd do NZ radzę powyższe
głęboko przemyśleć.