O
kiwim ogródku
Jeśli jesteś kimś, kto zawsze
mieszkał w bloku w mieście, które z dumą
nazywało się miastem zieleni, bo miało jej marne
25 metrów kwadratowych na mieszkańca albo nawet i
nie to, w Nowej Zelandii może Cię czekać
specyficzny rodzaj szoku kulturowego: szok
ogródkowy.
Gdy wprowadziliśmy się do naszego
domku z ogródkiem - po spędzeniu pierwszego roku w
bezpiecznym, znanym bloku i zorientowaniu się, że
jesteśmy uważani za dziwaków z powodu mieszkania
tam - byliśmy bezradni i nie wiedzieliśmy, co
zrobić z tą całą masą zieloną. Potem się
nauczyliśmy: trzeba ciąć i to wedle zasady
"Najpierw tnij, potem myśl".
W niektórych miejscach na świecie
ogrodnictwo jest sztuką polegającą na sprawieniu,
żeby kwiaty i inne rzeczy urosły i nie zdechły z
braku wody, składników odżywczych czy czegoś
jeszcze. Przypomina to posiadanie zwierzątka
domowego, o które trzeba się troszczyć z
czułością. W Nowej Zelandii jest, jak z wieloma
rzeczami, dokładnie na odwrót; posiadanie ogródka
polega na pilnowaniu, żeby rośliny nie urosły za
bardzo i nie owiły całego miejsca gęstym splotem
chaotycznej zieleni uniemożliwiającym poruszanie
się i obniżającym wartość nieruchomości. Jest
to raczej walka z naturą niż troszczenie się o
nią. Tniesz, a za tydzień odrosło większe, a obok
urosło coś zupełnie nowego, czego w żadnym razie
nie sadziłeś.
Oprócz nieukniknionego cięcia są
bardziej wymyślne sposoby walki z naturą
panoszącą się w ogródku. Na przykład jest taka
czarna folia, która nie przepuszcza światła, ale
wodę i powietrze tak. Rozkłada się ją na ziemi i
wycina w niej dziurki dla tych kwiatków, które
chcesz, żeby rosły, a cała reszta nie może się
przebić przez folię i ginie z braku światła. Są
też spraye do zabijania roślin, tak jak spraye do
zabijania owadów (będziesz potrzebować obu).
Na początku trochę może zdziwić
to, że wielu Kiwi ma mało urozmaicone ogródki w
porównaniu do polskich, gdzie w trudniejszych
warunkach ludzie hodują bardziej różnorodne i
kolorowe kwiaty, ale to mija. W Kiwilandii wielu
ludzi czując, że przegrywa walkę z przyrodą
decyduje się na trawnik, który się łatwo kosi
albo wręcz na sztuczny trawnik. Innym rozwiązaniem
jest wybetonowanie całego ogródka i ustawienie w
nim roślin doniczkowych, którymi łatwiej
zarządzać. W naszym mieście aż wprowadzono
przepis, że 1/3 ogródka musi być pokryta ziemią,
bo kogoś zaniepokoił ten trend brukowania
ogródków.
(My polubiliśmy niszczenie przyrody.
Okazało się zajęciem niespodziewanie
odprężającym.)