Port
Auckland jest miastem
portowym, a my mieszkamy tuż przy porcie i mamy
widok z okna na Princes Wharf i Queens Wharf.
Port ma swoją część
przemysłową i pasażerską. Części przemysłowej
nie da się oczywiście zwiedzić; chodząc Quay
Street widzę przez płot sterty pak z nazwami
różnych miast z całego świata i statki towarowe -
obecnie w porcie stoi Golden Trader i za każdym
razem patrzę, czy jeszcze jest, czy już
wypłynął. Maszyneria przeznaczona do
przepakowywania towarów jest imponująca, portowe
żurawie są wyższe od niejednego wieżowca w city.
Część pasażerska jest
znacznie ciekawsza. Jest to miejsce turystyczne - ze
stojącym tuż nad wodą hotelem Hilton (powyżej
700$ za noc) i przystanią, w której stoją
żaglówki, motorówki i małe statki. Niektóre z
nich są przeznaczone dla prawdziwych wilków
morskich, inne to małe pływające hotele z
normalnymi pokojami mieszkalnymi. Z tych ostatnich,
wiele oferuje się na wynajem na prywatne lub firmowe
imprezy.
W porcie stoi pomnik
zrobiony z żaglówki, która uczestniczyła w Cup of
America. Cup of America wygrywają zasadniczo
Amerykanie, ale dwa czy trzy razy ta sztuka udała
się Nowej Zelandii (i tylko im) i jest to powodem
wielkiej dumy dla Nowozelandczyków - tak, że aż
wzięli oryginalną łódkę i postawili ją na
piedestale. Jedna z tych uczestniczących w Cup
żaglówek nazywała się "Black Magic" -
narodowym kolorem Nowej Zelandii jest czerń i w tym
kolorze występuje większość nowozelandzkich
drużyn sportowych na międzynarodowych rozgrywkach.
Przystanie wychodzą daleko
w wodę; za barierkę robią tylko wkopane do połowy
w ziemię opony. Zarząd portu ma zaufanie do ludzi,
że nie wpadną do wody, a jak wpadną, to sobie
poradzą.
W okolicach portu i
głębiej w mieście można spotkać marynarzy.
Marynarze czasem odpoczywają w jakimś zielonym
miejscu z ławkami i szukają kogoś do krótkiego
pogadania sobie z nim - dwa razy zostałam zaczepiona
w ten sposób i nie był to podryw, tylko przyjazna
chęć kontaktu międzyludzkiego. Czasy się
zmieniły; kiedyś marynarze by opowiadali
niesamowite historie o tym, co się im przytrafiło
na morzu. Dziś nie opowiadają o morzu, tylko o
portach, w których byli.