O pracy
Pracujemy oboje. Nie jest to
nic nadzwyczajnego w kraju z tak nikłym bezrobociem
jak NZ, ale we wszystkich listach, rozmowach na
czatach itp. od Polaków padają pytania o pracę -
jest to temat, który najbardziej interesuje ludzi w
kraju dotkniętym bezrobociem.
A. pracuje jako programista,
ja w biurze firmy faktoringowej (i nie wiem, jak ten
zawód tłumaczy się na polski; gdy pisałam "w
księgowości", ludzie mieli mylne wrażenie,
że jestem księgową, co nie jest prawdą; jestem
"osobą od kont"). A. swoją pracę
znalazł od razu, mi szukanie zajęło kilka tygodni
- nie wliczając okresu całkowitego lenistwa i
przedłużenia sobie wakacji zaraz po przyjeździe
oraz zrobienia dwóch miejscowych kursów (MYOB i
KiwiCareers).
Bycie na tyle
ustabilizowanym 4 miesiące po przyjeździe uważamy
za sukces, ponieważ losy imigrantów na
nowozelandzkim rynku pracy bywają różne mimo
minimalnego bezrobocia. Podowiadywałam się,
posłuchałam doświadczeń i opinii innych, sama
zebrałam kilka doświadczeń i myślę, że mogę
napisać kilka zdań o sytuacji imigranta na
nowozelandzkim rynku pracy.
Jest to sytuacja trudniejsza
niż sytuacja miejscowego ze względu na tak
podstawową rzecz, jak język i kultura. Pisałam
już gdzie indziej, że kiwuska wymowa i slang są
różne od europejskich i amerykańskich odmian
angielskiego i sprawiają kłopoty nawet magistrom
filologii angielskiej. Jest to trochę inny język, w
postaci skrajnej różni się od "Queen's
English" tak, jak dialekt polskich górali od
języka polskiego. Dlatego imigrant znający
angielski może nagle stanąć wobec faktu, że choć
jest rozumiany, to on nie rozumie, co do niego
mówią, co znacznie obniża jego przydatność do
wszelkich prac wymagających komunikacji z klientem
czy sprawnej komunikacji z resztą zespołu. W
zawodzie barmana, sprzedawczyni, kelnerki czy
recepcjonistki świeży imigrant raczej się nie
sprawdzi i pracodawcy o tym wiedzą.
Drugą poważną barierą
jest kultura. Niektórzy nazywają to zjawisko
dyskryminacją. Chodzi w skrócie o to, że Kiwusi
mają fioła na punkcie dobrej atmosfery i miłych
kontaktów wewnątrz firmy i z klientami
(zwłaszcza!). Imigrant może być nie zorientowany w
najnowszych meczach All Blacks, nie zrozumieć
wyrażenia "Kai time!" i szeregu innych,
nie wiedzieć, co się odpowiada na "How are
you" lub "Ta Ta", a co najgorsze -
być spięty, nerwowy i nadmiernie pracowity,
wprowadzając w ten sposób złą atmosferę do
wyluzowanego, nie przejmującego się niczym,
szczęśliwego kiwuskiego zespołu. Kiwusi są
często sfrustrowani trudnościami w ludzkim
porozumieniu się z imigrantami i wyrażają to np.
na różnych forach; niezrozumienie bywa obopólne.
Imigrant z Polski skarżył się na pewnym forum, że
Kiwusi są leniwi i wykorzystują imigrantów - sami
niewiele robią i oczekują, że imigrant wszystko za
nich zrobi, a biedny imigrant robi. Tymczasem oni
wcale tego nie oczekują, a prawdopodobnie denerwują
się, że imigrant tyle robi; chcieliby, żeby miał
równie wyluzowane podejście jak oni.
Lęki dotyczące takich
tarć międzykulturowych i ich wpływu na atmosferę
w zespole i firmie powodują, że w wielu przypadkach
Kiwi lub ktoś o anglosaskim nazwisku wygra
konkurencję o stanowisko pracy z kimś o
identycznych kwalifikacjach, ale nazwisku obco
brzmiącym i/lub krótkim stażu w NZ. Jedna uczelnia
zrobiła nawet badania naukowe, wysyłając
identyczne CV z anglosaskimi i obcymi nazwiskami i
mierząc procent zaproszeń na rozmowę. Przez ten
"mur" przechodzi się pokazując w CV,
liście motywacyjnym i podczas rozmowy, że jest się
doskonale zaznajomionym z Kiwi-mentalnością i że
się ją przejęło. Dla imigranta, który nie ma o
tej mentalności pojęcia, może to być jednak
trudne.
Z tych powodów bezrobocie
wśród nieanglosaskich imigrantów w pierwszym roku
ich pobytu wynosi nie 3%-4%, jak dla całej NZ, tylko
kilkanaście do dwudziestu paru. Potem
imigranci się stopniowo orientują, o co chodzi i
powoli się asymilują.
NZ zdaje sobie sprawę z tych problemów i legalny
imigrant, czyli nowy rezydent nowozelandzki może
liczyć na dobrej jakości pomoc w postaci
bezpłatnej edukacji. Ja znalazłam pracę półtora
tygodnia po finansowanym przez rząd kursie dla
imigrantów, na którym wyjaśniono różne kwestie
mentalnościowe, kiwuskie wartości i postawy i to,
jak się zachowywać, żeby nie przestraszyć swoją
obcością - poczynając od CV, ponieważ kiwuskie CV
różni się bardzo od np. polskiego. Są też
bezpłatne kursy angielskiego, czyli kiwuskiego,
Migrant Expo, czyli targi dla imigrantów, na
których wystawiają się różne organizacje
pomagające w aklimatyzacji itp. Generalnie, o ile
nie ma się zawodu technicznego czy rzemieślniczego,
w którym porozumiewanie się jest drugorzędne wobec
umiejętności (informatycy, budowlańcy,
inżynierowie itp.), nie należy przyjedżać z
oczekiwaniem bycia natychmiast wchłoniętym przez
wygłodzony rynek pracy i nastawić się na to, że
nauczenie się lokalnych obyczajów chwilę potrwa.