Park termalny polega zasadniczo na tym,
że z wielu miejsc dymi i fajnie to wygląda.
... a nazywa się to aktywność
geotermalna i przewodnik wyjaśnia, o co
chodzi, ale człowiek się tak gapi, że nie
słucha.
Błoto wrze i bulgoce.
I z wielu miejsc dymi.
Krajobraz jest miejscami księżycowy...
jw.
I dymi...
jw., ładna ściana w oparach.
A gejzery tryskają.
Wysoko.
Oczywiście musiałam mieć zdjęcie na
tle gejzera (Pohutu).
Z jam w ziemi wydobywają się opary.
Wspomniałam już, że te opary
śmierdzą? Weźcie ubranie, którego nie
będzie Wam szkoda mieć przesiąkniętego
zapachem siarki. Trudno się spiera.
Krajobraz geotermalny (-iczny?)
jw.
I gejzer.
Są ładne szmaragdowe jeziorka z
unoszącymi się oparami. Wyglądają
bajkowo.
Ale momentami aż nic nie widać.
Krajobraz.
Skała.
W Te Puia jest też cmentarz maoryski i
mała rekonstrukcja wioski maoryskiej. Teren
ten był uznawany za święty i trudno się
dziwić.
Ehem... z jednej z rzeźb maoryskich
odleciało oko i leżało na ziemi. Ponieważ
krajobraz był jak z RPGa i wczuliśmy się,
to tak jak to się robi w RPGach, wzięliśmy
sobie to oko (Lore +2*).