Usługi, czyli Wyspa Na
Pacyfiku
Zepsuł mi się zamek w spódnicy, więc idę do
rodowicie kiwuskiej firmy reklamującej się, że
robi drobne poprawki na następny dzień. "Na
kiedy ma być?" pytają. "Na jutro?" -
pytam zgodnie z transparentem przed ich drzwiami.
Patrzą się na mnie jakoś
dziwnie("obcy!"), w końcu się umawiają
na za tydzień. Przychodzę. Cena jest inna niż ta,
którą dostałam na kwitku przy zamawianiu. Zwracam
na to uwagę. Kiwus się popatrzył nieprzytomnym
wzrokiem, powiedział: ok, sorry, ktoś się musiał
pomylić i wziął cenę pierwotną. W domu widzę,
że naprawili nie tylko ten zamek, ale wszystko, co
było do zacerowania i naprawienia (a była to moja
już dość zużyta spódnica, do której jestem
przywiązana) i uprali przy okazji. Zrobiło mi się
głupio, że wymusiłam swoją niższą o kilka
dolców cenę.
Wsiadamy do taxi. Chcemy pojechać do znajomych
mieszkających w sąsiadującej dzielnicy. Mówię
nazwę ulicy i dzielnicy, w obawie o swoją wymowę
literuję, a taksówkarz pyta, gdzie to jest i w
którą stronę jechać. Zdenerwowaliśmy się,
wysiedliśmy i wsiedliśmy do innej taksówki.
Taksówkarz ruszył. Dojechał do dzielnicy, bo
wiedział, gdzie to jest, a potem pyta: którędy i
dokąd? Uwięzieni, mówimy, że mamy tylko adres.
Może mapa? Zjechał na pobocze, uspokoił nas, że
wyłącza licznik i zaczął się wgłębiać w
mapę, bez pośpiechu, bez śladu zakłopotania, na
pełnym luzie. Na drogę powrotną zamówiliśmy
przez telefon taxi renomowanej firmy; zapytali się
nas przez telefon, dokąd i widocznie taksówkarz
obejrzal mapę przedtem, bo podróż poszła bardzo
gładko.
Nauczona już doświadczeniem i radami od innych,
idąc do fryzjera wybieram w miarę drogi salon, bo w
Kiwilandii, jak kierujesz się ceną, to jest duża
możliwość spartolenia, a nie miałam ochoty być
obcięta krzywo. Obcięli mnie fajnie, ale negocjacje
z rodowicie kiwuską fryzjerką były trudne.
Powiedziałam jej, że chcę mieć krótkie włosy i
żeby zrobiła to po prostu jakoś, żeby ładnie
wyglądało.
W Polsce kochający swoją sztukę fryzjer w
dobrym salonie bardzo lubi takich klientów, którzy
dają wolną rękę i pozwalają się twórczo
zrealizować. Kiwuska jednak nie dała mi spokoju,
dopóki nie wyciągnęła ode mnie dokładnie, czego
chcę, zadając serię pytań, a potem zrobiła
dokładnie tak. Musiałam na poczekaniu sama sobie
wymyślić fryzurę.
Z tego, co do teraz mi się udało dowiedzieć,
można wysnuć następujące wnioski.
Po pierwsze, jest duży rozrzut w cenach usług i
wybieranie najtańszych naraża na okropne rzeczy.
Konkurują ceną bardzo często ludzie, którzy
przybyli niedawno, z biedniejszych krajów - i tak
naprawdę nie umieją danej rzeczy, ale w desperacji
chcą robić cokolwiek, a np. jeżdżenie taksówką
wydaje im się proste (każdy może zostać
taksówkarzem, nie trzeba zdawać egzaminów ani nic,
tylko mieć prawo jazdy). Próbują, jak mogą, ale
nie umieją. Jakim cudem się utrzymują na rynku?
Ano, jest brak siły roboczej i jak nie można
dorwać kogoś, kto zrobi coś dobrze, to się bierze
kogoś, kto zrobi jakkolwiek, a w ogóle czasem nie
jest łatwo znaleźć kogoś, kto coś zrobi - nie
tylko jako pracodawca, ale i jako klient.
Wykwalifikowana siła robocza - choćby
wykwalifikowany taksówkarz znający ulice, którego
chce zatrudnić renomowana firma, a nie jeżdżący
na własną rękę wolny strzelec - jest tu droga.
Różnice między cenami tych samych usług potrafią
się różnić dziesięciokrotnie i niekoniecznie
trzeba brać te najdroższe, ale te najtańsze
należy odradzać.
Te droższe są na dobrym poziomie jakościowo,
ale wciąż należy się liczyć ze specyfiką
kulturową, czyli nie będziesz mieć tego szybko.
Zrobią powoli, nie przejmując się, że nie
zdążyli na umówiony termin, a przy tym będa tacy
mili, że im to wybaczysz. Po jakimś czasie
człowiek nabiera cierpliwości i wyrozumiałości i
przestaje się przejmować.
Imigrant z dużym stażem wyjaśnil jednemu nowemu
na pewnym brytyjskim forum: "To jest wyspa na
Pacyfiku. Rozumiesz? Wyspa na południowym
Pacyfiku."