Główna

Zdjęcia

Teksty

Poradnik

Guestbook

 
 

 

Nowa Zelandia - zima

Aucklandzka zima to nijaka pora roku, która powinna się nazywać nie-lato. Gdyby nie wiedzący, że jest to zima Europejczyk znalazł się tutaj i miał zgadywać, zależnie od dnia określiłby pogodę jako chłodny dzień lata, deszczową wczesną jesień, przedwiośnie, a w słoneczny dzień - nawet jako lato. O ile tutejsze lato nie budzi wątpliwości, zima jest pozbawiona tej wyrazistości, którą w innych klimatach zasłużyła sobie na odrębną nazwę.

Temperatury to od pięciu (zimny dzień) do dwudziestu paru (w słońcu w dzień słoneczny) stopni. Czasem pada deszcz. Prognozy pogody różnią się od polskich, w których męczy się odbiorcę hektopaskalami i frontami atmosferycznymi; w gazecie prognoza pogody potrafi sprowadzać się do określenia "Fine" ("Dobra") i trzeba wtedy zastanawiać się, co miejscowi rozumieją przez dobrą pogodę. (Biorąc pod uwagę to, że miejscowi potrafią przy 5 stopniach chodzić w krótkich spodenkach, a kobiety w topie odkrywającym ramiona i brzuch, interpretacja "dobrej pogody" z prognozy może być wyzwaniem międzykulturowym.)

Zimą ujawnia się też bardziej niż kiedykolwiek wielokulturowość city i okolic. Na tej samej ulicy mijają się ludzie w czapce i rękawiczkach i ubrani lekko jak na deptaku nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej w środku lata. Mimo tych różnic, nikt się nikomu nie przygląda ze zdziwieniem.

W domach nie ma centralnego ogrzewania. Przez większość roku jest na tyle ciepło, że nie opłaca się budować z tym kosztownym dodatkiem, a temperatura w granicach 10 stopni dla większości miejscowych nie stanowi problemu i często ogrzewają tylko wieczorem sypialnię na noc. W powszechnym użyciu są grzejniki elektryczne i jest to wyposażenie domu równie niezbędne, co odwilżacz.

Nie należy z tego wnioskować, że zima jest nudna. Pogoda potrafi się miotać między skrajnościami: ulewa, całodzienna mgła, słońce, spokojny dzień z widowiskowymi chmurami lub wiatry wyjące tak, że trudno spać.

Jakiś czas temu jedna z gazet wydrukowała wypracowania dzieci na temat tego, co to znaczy być Kiwi.

Jedna dziewczynka napisała, że była w Monachium. I w Monachium zupełnie nie było widać, jaka jest pogoda. To był świat "poza pogodą". Nawet jak był deszcz - był nieodczuwalny; nawet jak wiał wiatr, nie wył i nie zwalał z nóg. Jej dziecięce słowa da się streścić tak, że tam cywilizacja górowała nad przyrodą i że to było dziwne i niezwykłe. Tu, nawet w city, wśród wieżowców, nie da się zignorować pogody. Deszcz nie jest mżawką, tylko ulewą, wiatr jest wichurą, słońce zarumienia po kilku chwilach skórę, nawet jeśli pora roku nazywa się zimą. Każde zjawisko meteorologiczne jest intensywne, wymusza uwagę, nawet w tym najbardziej miejskim miejscu kraju nie pozwala być mieszczuchem niezależnym od zmian pogody. Przyroda tu dominuje i podczas tej pory roku zwanej z braku lepszej nazwy zimą czuć to wyraźniej niż kiedykolwiek.