Główna

Zdjęcia

Teksty

Poradnik

Guestbook

 
 

 

Prywatne ogrody zoologiczne

Jedną z rzeczy, które zrobiły na mnie największe wrażenie w tym kraju są prywatne ogrody zoologiczne i botaniczne. Nowa Zelandia jest krajem wymarzonym dla kogoś, kto ma pieniądze i pasję do zwierząt i roślin (dużo miejsca i dobry klimat). Owi bogaci hobbiści tworzą sobie ogród i wpuszczają do niego zwiedzających za drobną opłatą, z pewnością nie pokrywającą kosztów utrzymania. Motywem udostępniania nie jest zarobek, tylko to, że chcą się ludziom pochwalić i podzielić z nimi swoją pasją. Czasami taki ogród jest dodatkową atrakcją kempingu czy innej komercyjnej działalności turystycznej przez nich prowadzonej. Niektóre z takich miejsc mają lokalizację fatalną z punktu widzenia turystyki, to znaczy są na odludziu i trafiają do nich ci, którzy akurat jadą dokądś pobliską szosą i widzą drogowskaz albo wiedzieli przedtem.

Byliśmy w ogrodzie człowieka, który trzyma przy domu krokodyle, aligatory, żółwie, jaszczurki i małpę. Ogród był olbrzymi, zwierzaki miały mnóstwo miejsca dla siebie - oczywiście te niebezpieczne były za ogrodzeniem. Byliśmy jedynymi zwiedzającymi, bo był to jeden z ogrodów umiejscowionych właśnie w takiej nieturystycznej lokalizacji. Nie znalazłam ich strony www, widocznie nie mają.

Byliśmy też w ogrodzie orchidei i egzotycznych motyli. Ten jest już bardziej komercyjny, bo jest umiejscowiony w ośrodku turystycznym, ale właściciele sprowadzają co miesiąca kilkaset motyli z Ameryki Południowej i Afryki, żeby uzupełniać tę motylarnię, więc sądzę, że poważnie do tego dopłacają, skoro bilet kosztuje 10$. Wchodzi się do dużej szklarni pomiędzy orchidee i wokół latają wielkie jak dłoń, kolorowe motyle. Nasz aparat nie był dostatecznie profesjonalny, żeby robić dobrej jakości zdjęcia w takiej wilgotności, ale oto ich strona: http://www.butterfly.co.nz/. Polecam.